• Nasza Świątynia
    Nasza Świątynia
  • Najświętszy Sakrament
    Najświętszy Sakrament
  • Msza Święta
    Msza Święta
  • Boże Ciało
    Boże Ciało
  • Święto Patronalne
    Święto Patronalne
  • Chór parafialny
    Chór parafialny
  • Szmaragdowe Duszki
    Szmaragdowe Duszki
  • Bierzmowanie
    Bierzmowanie
  • Marsz dla Jezusa
    Marsz dla Jezusa

Eucharystia – cicha obecność JezusaDSPrz


 

Jezus nazywa siebie w Ewangelii wg św. Jana Chlebem Życia. Każdy z nas, każdego dnia je chleb. Chleb daje nam energię potrzebną do życia. I Chrystus wybiera taki symbol właśnie po to, żeby uzmysłowić nam, że żyjemy dzięki Niemu. Co więcej to przecież nie symbol, ale faktycznie sam Chrystus staje się tym Chlebem. On faktycznie karmi nas sobą. O ten chleb prosimy każdego dnia w modlitwie „Ojcze nasz”: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Oczywiście możemy mówiąc o chlebie w „Modlitwie Pańskiej” myśleć dosłownie o chlebie codziennym, a więc o tym wszystkim, co potrzebne nam jest do życia, możemy myśleć też o Słowie Bożym, które też jest dla nas szczególnym pokarmem, ale nie możemy zapomnieć, że w duchu Nowego Testamentu pod słowami chleba naszego powszedniego ukrywa się także Eucharystia. Jezus zachęca nas zatem do tego aby, prosić o ten Chleb, aby ten Chleb stał się naszym pokarmem codziennym. Jezus zachęca nas do tego, bo wie, że to jest nasze Życie, że w Eucharystii, On sam nasze Życie karmi nas sobą.

 

Chrystus nas sobą karmi, ale też Chrystus jest obecny. Zgodnie z naszą wiarą obecność Chrystusa w Eucharystii jest prawdziwa i realna i substancjalna. To znaczy, że nie jest to tylko symbol, ale autentyczna obecność. Nie jest to też tylko obecność w samym momencie komunii, jak wierzą niektórzy protestanci, ale jak długo są obecne postaci konsekrowane, a więc jak długo konsekrowany chleb pozostaje chlebem, a wino winem tak długo obecny jest w nich Chrystus. I właśnie ta prawda, ta obecność, prowokuje nas i zachęca do adoracji. Innymi słowy, jak serce kochające szczerze swego Zbawiciela mogłoby nie pragnąć dłużej zatrzymać się u Jego stóp? Jak dusza rozkochana w Chrystusie nie chciałaby przedłużenia tego co dokonuje się w czasie Eucharystii?


W Kościele od najdawniejszych czasów był zwyczaj przechowywania Eucharystii poza Mszą Świętą. Początkowo pozostawiano Ciało Chrystusa po to, aby móc roznosić Komunię Świętą chorym i więźniom. Ale z czasem zaczęto zwracać coraz większą uwagę na faktyczną obecność Chrystusa pod postaciami Chleba i Wina. Stąd powoli zaczęła rodzić się w Kościele praktyka adoracji Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Już święty Augustyn w V wieku powiedział: „Niech nikt nie spożywa tego Ciała, jeśli Go najpierw nie adorował; (…) grzeszylibyśmy, gdybyśmy Go nie adorowali”. Wpływ na rozwój adoracji miała także w średniowieczu praktyka coraz rzadszego przystępowania do Komunii Świętej, ale też średniowieczne herezje, które właśnie zaczęły zaprzeczać realnej obecności Chrystusa pod postaciami Eucharystycznymi.

 

Na przestrzeni wieków rozwinęły się różne formy adoracji. Jedną z nich jest indywidualna adoracji w ciszy, czyli moje bardzo osobiste, wręcz intymne spotkanie z Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie.

Dla zilustrowania tego jak wielką korzyść przynosi taka adoracja warto przytoczyć słowa św. Jana Pawła II pochodzące z jego encykliki o Eucharystii. Była to jego ostatnia encyklika, o której wszyscy mówią zgodnie, że stanowiła swoisty duchowy testament Papieża, który na koniec swojego pontyfikatu i życia po prostu dzieli się z Kościołem tym, co najcenniejsze. Św. Jan Paweł II zapisał tam między innymi takie słowa: „Pięknie jest zatrzymać się z Nim i jak umiłowany Uczeń oprzeć głowę na Jego piersi (por. J 13,25), poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego Serca. Jeżeli chrześcijaństwo ma się wyróżniać w naszych czasach przede wszystkim «sztuką modlitwy», jak nie odczuwać odnowionej potrzeby dłuższego zatrzymania się przed Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie na duchowej rozmowie, na cichej adoracji w postawie pełnej miłości? Ileż to razy, moi drodzy Bracia i Siostry, przeżywałem to doświadczenie i otrzymałem dzięki niemu siłę, pociechę i wsparcie! (…). Wspólnota chrześcijańska, która chce doskonalej kontemplować oblicze Chrystusa (...), nie może zaniedbać pogłębiania tego aspektu kultu eucharystycznego, w którym znajdują przedłużenie i mnożą się owoce komunii z Ciałem i Krwią Pana” (EE 32).

 

Nic nie zastąpi takiej cichej adoracji, takiej modlitwy. Tu spotykamy się bardzo osobiście z samym Chrystusem. Taka adoracja przynosi pokój, którego świat dać nie może. Poprzez taką adorację jesteśmy przy Chrystusie, wiele od niego otrzymujemy, ale też naśladujemy Go w jego trwaniu przed Ojcem. Jezus przecież poza tym, że wiele nauczał, że wiele czasu spędzał z ludźmi, że był obecny w synagodze i w świątyni, spędzał również całe godziny, często nocne na cichej modlitwie. Zwłaszcza w obliczu trudnych wydarzeń lub decyzji, które musiał podejmować. Chrystus zachęca nas zatem swoim przykładem do tego, aby nigdy nie zaniedbywać tej formy modlitwy. Albowiem tam, jak mówił Papież w wyżej cytowanym fragmencie czeka na nas pociecha, siła i wsparcie.
Ponadto dzięki adoracji może się w naszym życiu dokonać coś na wzór przewrotu kopernikańskiego. A zatem dzięki temu cichemu trwaniu przed Bogiem na adoracji nasze życie otrzymuje właściwy kierunek. Przestajemy się kręcić wokół nas samych, a nasza cała uwaga zwrócona jest na Jezusa. To On staje w centrum i to my zaczynamy krążyć wokół Niego. I jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, gdzie coraz mocniej próbuje się zepchnąć Boga, Kościół, modlitwę na margines. W świecie, którym rządzi pragmatyzm, materializm, nieraz hedonizm, w świecie, który wydaje się sprowadzać życie tylko do wymiaru doczesnego, materialnego, stajemy się świadkami. Dziś toczy się walk o miejsce Boga w świecie. Nasza adoracja pokazuje nam i innym, jakie miejsce powinno należeć się Bogu – pierwsze i centralne.


W końcu adoracja będzie nas upodabniać do Chrystusa w myśl powiedzenia: kto z kim przestaje takim się staje. Na Eucharystii i na adoracji stajemy wobec doskonałej Miłości, wobec Jezusa, który ofiarował za nas samego siebie, który oddał za nas życie. Karmiąc się Nim i adorując go do takiej postawy mamy dorastać. Dlatego na koniec można oddać głos św. Josemarii Escrivie, który powiedział: „Przychodź wytrwale przed tabernakulum, fizycznie lub duchowo, aby poczuć się pewnym, aby czuć się kochanym... i aby kochać”.

 

 

 

 ks. Łukasz Wacław SChr